Redakcja - 31 grudnia 2008 roku zmarł Włodzimierz Borowski, 2 stycznia 2009 roku zmarł Mikołaj Smoczyński
2009-02-04 | 23:19:17 - drukuj
31 grudnia 2008 roku zmarł Włodzimierz Borowski, artysta, który od lat 50. współtworzył, a często inicjował znaczące kierunki artystyczne w Polsce, zarazem pozostając twórcą niezależnym i oryginalnym. Przygody ze sztuką zaczynał studiując historię sztuki w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a później uczestniczył w najważniejszych wydarzeniach artystycznych w Polsce - osobny, kontrowersyjny, ironiczny, prześmiewczy i bardzo poważny, na własną rękę kształtował kolejne wcielenia awangardy. Takiego artysty historia sztuki polskiej wcześniej nie miała.
2 stycznia 2009 roku, w wieku 54 lat, zmarł Mikołaj Smoczyński – artysta, pedagog, jeden z najważniejszych twórców związanych ze środowiskiem lubelskim. Różnorodny, a zarazem niezwykle spójny dorobek określił jego niekwestionowaną pozycję na scenie artystycznej w Polsce, a jego dzieła znalazły się w wielu prestiżowych kolekcjach na świecie. Głównym tematem twórczości Smoczyńskiego było przemijanie, przekształcanie materii, odsłanianie niedostępnych wzrokowi obszarów różnicowania rzeczywistości. Jego twórczość przekraczała domenę sztuki, prowadziła do medytacji nad egzystencją.
O Mikołaju Smoczyńskim
Małgorzata Kitowska-Łysiak
Śmierć nas zaskakuje. Wiemy, że jest wpisana w nasz los, ale reagujemy zwykle w ten sam sposób: jesteśmy zaskoczeni, że to już. Mamy poczucie, że przychodzi nagle, zbyt wcześnie. I z czymś nie zdążyliśmy – z wyznaniem, pochwałą, podziękowaniem… To wrażenie jest szczególnie dotkliwe, kiedy uświadamiamy sobie, że całkiem niedawno była ku temu okazja…
Mam taką świadomość. Mikołaja widziałam ostatni (jak miało się okazać…) raz w listopadzie. Uśmiechniętego. Wydawało się: optymistycznie nastawionego do świata. Innego niż zwykle: udomowionego, gospodarza odnowionego z rozmachem, pachnącego świeżością mieszkania. Zadowolonego z ostatniej dużej wystawy – w krakowskiej Starmach Gallery. Pokazał tam między innymi niezwykłe Rysunki stygmatyczne, które nieoczekiwanie stały się swoistą summą jego twórczości.
Przez wiele lat Mikołaj wydawał mi się niedostępny, chociaż jego sztuka intrygowała. Częściej też miałam kontakt z dziełami niż z autorem. Tak się jednak złożyło, że od pierwszego spotkania, które stało się okazją do dłuższych rozmów, reagowaliśmy na siebie życzliwie, z szacunkiem i zrozumieniem dla odmiennych poglądów. Żałuję, że takich spotkań nie było więcej. Mikołaj, przy swojej stanowczości w wyrażaniu własnych tez miał bowiem dar ciekawości innych i dar tolerancji dla ich poglądów. Przy bliższym poznaniu okazywało się zresztą, że pod skorupą, którą nosił na zewnątrz, kryje się delikatna, subtelna natura, człowiek niezwykle wrażliwy, liryczny, potrzebujący ciepła.
Słowo jest ułomne, nie potrafi oddać ludzkiej osobowości; zawsze coś uprości, spłaszczy, ujednoznaczni. Dysponuję jednak tylko słowem… Artysta trwa w dziełach, człowiek w pamięci, przenoszonej przez fotografie i słowa…
Numer 4
