Krzysztof Jurecki - 4 razy Toruń
2008-12-18 | 00:08:21 - drukuj
Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu, otworzone w maju 2008 roku, pokazuje drugą zorganizowaną tam wystawę. Sam budynek prezentuje się okazale, choć jednocześnie dość banalnie. Zbudowany jest w konwencji II modernizmu, z klatką schodową nawiązującą do analogicznego rozwiązania w słynnym Museum Guggenheima w Nowym Jorku. Tylko, że w Toruniu potężna klatka schodowa jest jedynie dekoracją i punktem widokowym, zaś w Nowym Jorku pełni rolę ułożonych w serpentynę sal wystaw czasowych. Wewnątrz CSW znajdziemy także przytulną kawiarnię i księgarnię oraz salę kinową, brak tylko dużej, własnej kolekcji i chyba programu wystaw czasowych. Na przestrzeni ok. czterech tysięcy metrów kw zobaczyłem tylko dwie nieduże ekspozycje.
Po inauguracyjnej wystawie zbiorowej z maja, tym razem przedstawiono kilkadziesiąt zdjęć Krzysztofa Zielińskiego, zaliczonego do nurtu „nowych dokumentalistów”. Wystawa pokazana jest w niezbyt przemyślany, jeśli nie przypadkowy sposób. Nieduży format zdjęć „zagubił” się w obszernej przestrzeni ekspozycyjnej. Ma się wrażenie, że aranżacja wystawy nie została do końca przemyślana.
Prezentowane prace są przykładem zanikającej techniki analogowej wykonanej na papierach barytowych Cibachrome. Wcześniej ekspozycja była pokazana w berlińskiej Żak/Branicka Gallery. Zieliński urodził się niedaleko Torunia, w Wąbrzeźnie, czemu dał wyraz we wczesnych swych pracach z serii Hometown. W tej wystawie prezentuje jednak odmienny styl, koncentrując się na wnętrzu szkoły i detalu form.
Największym mankamentem wystawy jest próba zamiany dokumentu w układy kompozycyjne bliskie abstrakcji lub rzadziej z mocnym, kontrastowym kolorem, co było udanym, lecz rzadkim urzeczywistnieniem pomysłu, aby tworzyć prace o bardzo silnej, może nawet przerysowanej kolorystyce. Druga metoda jego stylu sprowadzała się do fotografowania centralnej części każdej klasy, czyli tablicy z godłem państwowym i uzupełniającymi elementami. Dziwne, ale nasunęło mi skojarzenie z jednym z najsłynniejszych zdjęć Eryka Zjeżdżałki (zm. 2008), którego znał dobrze Zieliński i w najlepszych pracach z Torunia dostrzegam metodę oraz styl Zjeżdżałki. Różnica polega tylko na użyciu koloru. Zieliński zamiast wprowadzać czarno-biały ton zdecydowanie bardziej nastrojowych prac Zjeżdżałki, operuje kontrastami barwnymi. Wystawa mająca wskrzeszać wspomnienia i pokazywać zastygłe melancholijne obrazy z dzieciństwa jest jednak nieprzekonująca. Artysta wykonał krok do tyłu, w porównaniu do jego wcześniejszych dokonań. Zabrakło intymnego wejścia w klimat czasów z PRL-u i nie widzę pomysłu w całości.
Powstaje jednak inne pytanie: dlaczego od maja do grudnia w CSW zorganizowano tylko dwie wystawy? W ten sposób toruńskie CSW nigdy nie będzie znanym w kraju ośrodkiem, gdyż jego działalność jest mniej niż skromna! To problem dotykający także inne regionalne zbiory sztuki współczesnej w Polsce.
Druga otworzona wieczorem 06.12.08 wystawa w CSW dotyczyła własnej kolekcji. Również ta ekspozycja wzbudziła wątpliwości i pytania, jak należy połączyć dokonania artystów typowo lokalnych takich, jak Andrzej Prokopiuk, ze znanymi, jak Jan Dobkowski, Edward Dwurnik, Marcin Maciejowski, Adolf Ryszka. Jedynie reprezentatywny wybór prac Jan Lebensteina z lat 60., kiedy styl artysty był imponujący, zrobił na mnie wrażenie. Prace innych artystów na tej wystawie były pokazane w sposób wybiórczy czy wręcz dokonano wyboru słabych prac (Dwurnik, Dobkowski).
Takiego typu pokazy zestawu kilkudziesięciu prac różnych artystów polskich nie tworzą specyfiki danej kolekcji i nie poruszają konkretnego problemu istotnego w szerszym kontekście. Nie wzbudzają także większego zainteresowania poza lokalną publicznością. Rozwiązaniem tego problemu, z jakim boryka się znaczna część polskich kolekcji, jest specjalizacja w danym temacie, np. sztuka stanu wojennego, tradycje koloryzmu, fotografia a malarstwo w XX wieku, transformacje grafiki, etc. lub jeszcze lepiej – tworzenie kolekcji międzynarodowej czy środkowoeuropejskiej, ale również poruszającej konkretne zagadnienie artystyczne, np. feminizm czy jego kontynuacje, albo problem erotyzmu.
Zastanawiając się nad wystawami w CSW w Toruniu pytam, jak jest realizowany program z 2007 roku, który w konkursie kuratorskim wygrała Joanna Zielińska? Czy był on fikcją, czy z jakiegoś powodu nie jest możliwy do wykonania?
Sam budynek CSW przypomina i powinien być rodzajem „domu sztuki”, jak Kunsthalle w Niemczech, ale przede wszystkim zasmuca pustymi, niewykorzystanymi przestrzeniami i nieobecnością widzów, którzy do 06.12 grudnia mogli obejrzeć jedną wystawę – prac Zielińskiego. W świetle informacji prasowych, że na stworzenie prezentacji internetowej CSW wydało sto kilkadziesiąt tysięcy złotych rozumiem, dlaczego brakuje pieniędzy na rzeczywiste wystawy. Jednak na stronie www.csw.torun.pl nie znalazłem informacji na temat wystawy, na którą specjalnie przyjechałem do Torunia – Usadowienie Katarzyny Majak. W kategorii „sztuka w regionie” po prostu takiej zapowiedzi nie było!
Do Torunia pojechałem obejrzeć dwie wystawy w Galerii Wozownia: pierwsza to Katarzyny Majak. Artystka od niedawna związana jest z tą samą galerią, co Zieliński – słynną i jedną z najlepszych w Polsce – krakowskim Zderzakiem. Artystka w interesujący sposób połączyła na wystawie bardzo różne formy i techniki koncentrując się na dużych rozmiarów fotografii z przedstawieniem autoportretu z jednym symbolem - jabłkiem. Majak opowiada nam różne historie za pomocą jednej narracji, ujawnia swe marzenia i prawdę o ogrodzie, który jest wspomnieniem z dzieciństwa, realnością i formą spłaty długu moralnego wobec własnego ojca.
Dla drugiej wystawy Muzeum Gry. Polska sztuka po 1945 roku zaprezentowanej w Wozowni lepszym miejscem ekspozycyjnym byłoby właśnie CSW! Paradoks losu! Pokazywane prace pochodzą z trzech zachodniopomorskich kolekcji sztuki: Kolekcji Sztuki Współczesnej Muzeum Narodowego w Szczecinie, Kolekcji Sztuki Współczesnej Muzeum w Koszalinie oraz Kolekcji Regionalnej Zachęty Sztuki Współczesnej w Szczecinie. Jest to jednocześnie wzór godny naśladowania i zastanowienia nad tym, jak tworzyć kolekcję, aby była wyróżniającą się w Polsce. Prac niektórych artystów z tych zbiorów nie posiadają nawet renomowane muzea. Dzieła przyporządkowano ośmiu tematom: Alfabet, Materia, Światło i kolor, Artefakty, Słowo, Linia, Energia napięć i Humor. Podobnie jak na ekspozycji stałej w ms2 w Łodzi zrezygnowano z układu chronologicznego na rzecz problemowego, co okazało się w niedużej wystawie interesujące. Z wystawy tej, której kuratorem był Wojciech Ciesielski wymieńmy wyjątkowe lub rzadkie okazy muzealne, jak prace: Natalii LL List gończy(1970),Tadeusza Kantora Emballage(ok. 1968) przypominającą sylwetkę/ubiór ukrzyżowanego, co miało ciekawe konotacje dla przyszłej twórczości tego artysty, Edwarda Krasińskiego Interwencję 12/79(1979), wczesną pracę Krzysztofa Wodiczko 90 minut fotografowania morza, (1972), Antoniego Mikołajczyka, który w swych późniejszych fotografiach kontynuował poruszony przez Wodiczkę problem, następnie prace z kręgu Kultury Zrzuty (słynne już „Tanga” z okresu stanu wojennego), prace Andrzeja Partuma i Andrzeja Dudka-Dürera – artystów, których realizacje są także w zbiorach łódzkiego Muzeum Sztuki, ale co interesujące, zabrakło ich na pokazie w ms2. Jeśli ma to być muzeum historii polskiej awangardy, to powinno pokazywać, tak odmiennych i oryginalnych twórców, jak Partum czy Dudek-Dürer, bo łatwo dziś chwalić się pracami Josepha Beuysa, ale dlaczego nie poszukuje się i nie lansuje analogicznych w Polsce? Ale na wystawie w Wozowni znajdziemy szereg innych ciekawych klasycznych prac takich twórców, jak Zbigniew Dłubak czy Henryk Berlewi, Henryk Stażewski czy oczywiście lider polskiej awangardy – Władysław Strzemiński.
Jakie powstają wnioski po wizycie na czterech wystawach w Toruniu? Centra Sztuki muszą być aktywnymi ośrodkami, nie można organizować dwóch wystaw w ciągu pół roku. Powinno przeprowadzać także sesje i seminaria, (co akurat czyni CSW), kolekcjonować i prezentować sztukę aktualną, oraz przybliżać ją młodemu odbiorcy. Kolekcja musi mieć swój profil, który będzie ją odróżniał i wyróżniał od kilku innych zbiorów, jakie są w Polsce, ponieważ za lat kilka czy kilkanaście będzie ich dużo więcej, co zwiększy ich konkurencyjność. CSW powinno pokazywać wystawy międzynarodowe, ale z oryginalnymi pracami, nie zaś np. w typie World Press Photo (co przeczytałem w zapowiedziach!), gdyż żadne poważne muzeum czy galeria w Europie nie prezentuje tego typu skomercjalizowanych ekspozycji, w których gra toczy się nie o artyzm, tylko atakowanie widza widmem nieszczęścia i śmierci.
Potencjalnym odbiorcom polecam szczególnie grudniowe wystawy w Wozowni, gdyż dwie wystawy z CSW niczym specjalnym się nie wyróżniają. A CSW życzę wystaw, jak 4 x Paryż, która w latach 80. pokazana została w warszawskiej Zachęcie i była wielkim wydarzeniem artystycznym.
Numer 4









